|
27.07.2007. |
|
"Iluzja"
Jacek Sawaszkiewicz (ze zbioru - "Mój tatko")
Do naszego miasta przyjechał
mistrz iluzji. Na salę dostaliśmy się przez okno, bo pan bileter,
z powodu braku miejsc i tłoku, zrzucał ze schodów wszystkich
bez względu na to, czy mieli bilet czy nie.
Pomiędzy nogami widzów
przeczołgaliśmy się do przodu i spoczęliśmy na podłodze przed
sceną.
Siedzący za nami,
pozbawiony owłosienia pan, z ulgą ulokował oblepione błotem
trzewiki na ramionach taty. Jego sąsiadka oparła pękata siatkę o
moją potylicę. Chyba miała w niej homogenizowane mleko, bo ciągle
ściekało mi coś zimnego po karku.
Mistrz iluzji ubrany na
czarno i nosił cylinder. Z daleka mógł przypominać
królewskiego pingwina. - Patrz dobrze na jego ręce
– powiedział szeptem tato. - Z takim to nigdy nic nie wiadomo.
Pan iluzjonista pomachał
czarnym kijem i wyciągnął z kapelusza zmiętego gołębia.
Następnie zaprezentował kilka sztuczek z talią kart i związanymi
ze sobą chustkami, które wyjmował z butelki. Potem butelka
znikła.
-
Wsadził ją do
rękawa – wrzasnął głos z końca sali.
Mistrz iluzji pokazał
zgromadzonym oba rękawy. Były puste.
-
Już ją ma za
pazuchą – kontynuował głos.
-
Albo w nogawce!
- dorzucił inny.
Pan iluzjonista wzruszył
ramionami i wydobył z kapelusza następnego gołębia. Ptak wydawał
się zadowolony z takiego obrotu sprawy.
-
Sadysta –
krzyknięto tuż za nami. - Zwierzęta męczy!
-
Niech wyciąga z
kapelusza krowę, jak taki mądry!
-
Albo samochód!
Mistrz iluzji ucieszył
widzów gestem ręki i znów machnął patykiem. Tym
razem gołąb zniknął. Zgromadzeni podnosili się z miejsc.
-
Widziałem jak go
wkładał do spodni – zawołała siedząca za mną
pani,stawiając na mojej głowie drugą siatkę. - Zboczeniec!
Pan iluzjonista rozpostarł
zmiętą gazetę i wydobył z niej bukiet sztucznych kwiatów.
-
On jest tym
wszystkim nafaszerowany jak prosiak – darła się pani z
siatkami. - Nie chcemy, żeby nam mydlił oczy!
-
Nie chcemy! -
podchwyciła połowa widowni.
Mistrz iluzji popatrzył na
nas zaskoczony.
-
Rozbieraj się
bubku! - huknął pan pozbawiony owłosienia, tupiąc tacie po
ramionach. - Pragniemy poznać prawdę!
-
Chcemy wiedzieć jak
jest – dodała druga połowa widowni.
Ojciec szturchnął mnie
łokciem.
-
Pryskamy –
szepnął – Zaczyna być gorąco.
Rozpoczęliśmy odwrót.
Mistrz iluzji szykował się do ucieczki. Widzowie wstali.
-
Pokaż co chowasz w
zanadrzu! - ryknęli zgodnie.
Gdy ześlizgiwałem się z
parapetu okna, ujrzałem jeszcze kłąb postaci na scenie i
porządkowych wkraczających do sali.
-
Nie ma się czemu
dziwić – powiedział tato, kiedyśmy zdążali do domu. -
Żyjemy w społeczeństwie cywilizowanym, które nie lubi
mistyfikacji i jest mocno zakorzenione we współczesnej
rzeczywistości.
-
Żaden mistrz iluzji
więcej do naszego miasta nie przyjechał. Niektórzy mówią,
że szkoda. Tato jest innego zdania. Ja także.
|
|
Zmieniony ( 27.07.2007. )
|