Start arrow Opowieści z Krypty arrow Wygrzebane ze starych czasów :) arrow Kakao
Wtorek dnia 07. Września 2010 | 07:55

Main Menu

Start
Tarot
Karty Klasyczne
Astrologia
Numerologia
Chirologia
Ziołolecznictwo
Opowieści z Krypty
Magia
Szukaj
Kontakt
Linki
Cennik
Wasze Ulubione


Newsflash




Kakao Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
02.08.2007.

„KAKAO” (autor: Stefania Grodzieńska Felietony i humoreski 1944-1954r.)


Wyszłam właśnie po południo z domu, kiedy opadła mnie sfora lisów otulająca korpulentną blondynkę.

  • Stefcia! Nie, góra z góra... Widzę, że mnie nie poznajesz. Jestem Lusia Pamczakówna, taka chuda, czarna w warkoczykiem. Bawiłyśmy się zawsze razem w parku, jakżebyśmy były małe. Pamiętasz, byłaś u mnie raz na imieninach i zwymiotowałaś kakao. Co prawda miałyśmy wtedy po 5 lat. Aleś ty się zmieniła od tego czasu! Kto by pomyślał. Ale nie mówmy już o tym. Musisz koniecznie wpaść do nas na chwilę. Ja tu mieszkam, w tym domu. Mama się strasznie ucieszy.

    Zanim się obejrzałam, tłom lisów wepchnął mnie do jakiegoś mieszkania, zdarł ze mnie płaszcz i umieścił mnie w ramionach zdziwionej starszej pani.

  • Mama nie poznaje? To Stefcia, nie pamięta mama Stefci? Cośmy się zawsze razem bawiły w parku. Była u mnie raz na imieninach i zwymiotowała kakao. Już sobie mama przypomina?

  • Aaa, pamiętam, pamiętam, Bardzo mi miło.

  • W tej samej chwili do pokoju wszedł pan, którego Pamczakówna przedstawiła mi jako swego męża.

  • A to właśnie pani Grodzieńska, którą tak dobrze znasz ze sceny i z jej felietonów. Wyobraź sobie, że zwymiotowała kakao u mnie na imieninach.

    Na twarzy męża byłej Pamczakówny odbiły się tak mieszane uczucia, że pospieszyłam zapewnić, iż ten przykry fakt zdarzył się przeszło dwadzieścia lat temu.

    Po wymienieniu rozmaitych, uprzejmych zdań zaczęłam się już szykować do odejścia, kiedy b. Pamczakówna zaanonsowała jakiś gości.

  • Musisz zostać chwilę to nasi sąsiedzi. Dowiedzieli się, że jesteś u nas, i specjalnie przyszli. Bardzo chcą cię poznać. Zobaczysz, jacy to przystojni chłopcy.

    Chłopcy rzeczywiście byli przystojni, ale cóż, kiedy po dwóch minutach rozmowy znów wypłynęła kwestia kakao. Nie czekając na skutek tej informacji pożegnałam się szybko i odeszłam.

  • Po kilku dniach zobaczyłam b. Pamczakównę u nas na przedstawieniu. Siedziała w trzecim rzędzie w większym towarzystwie. W chwili, kiedy wyszłam na scenę, zaczęła coś z ożywieniem opowiadać. Dobiegło mnie słowo „kakao” i spostrzegłam, że publiczność z pierwszych trzech rzędów zaczęła patrzeć na mnie z podwójnym zainteresowaniem.

    Niedługo potem odbywał się mój wieczór autorski. Kiedy kłaniając się schodziłam z estrady po odczytaniu cyklu felietonów, zauważyłam na twarzach widzów znany mi już wyraz zainteresowania połączonego z obrzydzeniem. Poszukałam wzrokiem: b. Pamczakówna królowała w piątym rzędzie.

    Po jakimś czasie jechałam tramwajem. Naprzeciw mnie siedziały jakieś dwie panie i czytały „Przekrój”.

  • Czytałaś felieton Grodzieńskiej? - spytała jedna.

  • Mowy nie ma – odpowiedziała druga. - Dawniej czytywałam, ale od czasu kiedy się dowiedziałam, jak ona się zachowuje u obcych ludzi, nie mogę patrzeć na to nazwisko. Podobno była niedawno u kogoś na imieninach...

  • A słyszałam, słyszałam. Popatrz, ma się wrażenie, że się zaprasza kulturalnego człowieka, a tu masz.

  • Wysiadając z tramwaju natchnęłam się na b. Pamczakównę.

  • A to zabawna historia! - zawołała. - Wyobraź sobie, mama mi przypomniała, że to nie ty zwymiotowałaś na moich imieninach, tylko ta mala ruda Pytlasińska. Powiedziałam mamie, że się strasznie uśmiejesz.

    Strasznie się uśmiałam.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wstecz