| Mecz |
|
|
|
| 26.07.2007. | |
|
"MECZ" (artykuł pochodzi z "Felietony i humoreski 1944-1454 r." autor: Stefania Grodzieńska)
Tak specjalnie to się nigdy sportem nie interesowałam. Z letnich sportów uprawiałam tylko opalanie się, a z zimowych jazdę tramwajem. Kiedyś nawet uczyłam się jeździć na rowerze, ale douczyłam się tylko do tego miejsca, jak jadę, a ktoś za mną leci i trzyma za siodełko. I nikt nigdy nie miał do mnie pretensji. Aż tu nagle przyszli do mnie z jednego związku sportowego, obstalowali felieton sportowy. Fakt autentyczny. Powinnam była z miejsca powiedzieć, że się na sporcie nie znam i że może wyniknąć skandal. Już raz tak było, kiedy zwróciła się do mnie gazetka straży ogniowej o artykuł na czasie. Dałam im felieton wyśmiewający pompę na uroczystościach, a oni strasznie się obrazili, bo podobno używają najlepszych pomp z firmy takiej a takiej i nawymyślali mi, że pluję w pompę, z której chleb jem. Po takim doświadczeniu powinnam była od razu tym sportowcom odmówić. Zgubiła mnie jednak ich sportowa aparycja. Kobieta jest tak skonstruowana, że kiedy jej coś proponuje mężczyzna o sportowej aparycji, łatwiej jej powiedzieć "tak" niż "nie". A zresztą jeden z tych z aparycją powiedział, żebym poszła na mecz, to się od razu zorientuję. Siadam na tym meczu i patrzę. Duże podwórko, tu siatka i tam siatka. Na to podwórko wybiegło dużo panów w samej bieliźnie i zaczęli rzucać piłkę. I rzeczywiście po paru minutach zaczęłam się orientować. Już wiedziałam, że ten pan co biega z gwizdkiem i przeszkadza grać, nazywa się pan Kalosz. Musi być bardzo popularny, bo cała publiczność wiedziała, że to prawnik i woła, tytułując go: "sędzia Kalosz". A ci pozostali panowie lecieli za tą piłką najpierw w jedną stronę, potem zawracali za tą samą piłką i lecieli z powrotem. I tak wciąż. Pewnie, że to niewygodne, że ta piłka tak się turla, ale jestem przekonana, że gdyby ją zostawili choć na chwilkę w spokoju, to by stała w miejscu i nie musieliby się wciąż fatygować. Jesli mam być szczera, to na własne oczy widziałam, że jak już nareszcie doturlali tę piłkę na sam koniec, to jeden pan na złość kopnął ją z powrotem. I całe latanie było już znowu na nic. W ogóle odniosłam przykre wrażenie, że ci panowie sobie nawzajem bardzo przeszkadzali. Specjalnie odnosi się to do jednego pana, który zachowywał się aspołecznie, bo kiedy tamci nareszcie doturlali piłkę i wrzucili ją do siatki, ten pan złapał ją w ręce, chociaż tamtym nie pozwalali i rzucił na środek. Dlaczego jemu wolno kopać ręka, a tamtym wolno kopać tylko głową? W dodatku tamci marzli, a on miał sweter. Jeden pan, który siedział koło mnie, powiedział, że Szczepaniak ma dobry wykop, Ale ja wiedziałam tylko to, że blondyn. Potem przyszłam do domu i to wszystko napisałam, tylko nie mogłam sobie przypomnieć, ile razy kto komu wturlał. I tak się stało, jak przypuszczałam. Felietonu nie przyjęli i bardzo się awanturowali, że nie fachowy. |
|
| Zmieniony ( 26.07.2007. ) |
| « poprzedni artykuł |
|---|




