Start arrow Opowieści z Krypty arrow Wygrzebane ze starych czasów :) arrow Trening
Wtorek dnia 07. Września 2010 | 08:39

Main Menu

Start
Tarot
Karty Klasyczne
Astrologia
Numerologia
Chirologia
Ziołolecznictwo
Opowieści z Krypty
Magia
Szukaj
Kontakt
Linki
Cennik
Wasze Ulubione


Newsflash




Trening Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
01.08.2007.

„TRENING” (Autor: Ludmiła Lopaśovska „Humor znad Wełtawy i Wagu”



Przed mistrzostwami świata w chodzie na wytrzymałość w Santa Kruci Turci działacze łamali sobie głowę, kto będzie reprezentował w tej dyscyplinie nasze kobiety. W nawale innych, równie palących spraw jakoś o tym zapomniano. A mistrzostwa już za tydzień! Głowili się, zastanawiali, aż wreszcie kiedy porzucili wszystkie kolejne pomysły zatelefonowali do pewnego redaktora sportowego, żeby dał ogłoszenie przez radio, może jakaś dziewczyna się zgłosi.

Zgłosiła się jedna, około 30 lat. Kondycji za grosz, ale z uporem twierdziła, że można na niej polegać. Zgodzili się, bo inne się nie zgłosiły, a czas naglił.

  • No cóż – powiedzieli – podróż do Santa Kruci Turci chyba przetrzyma, a potem się zobaczy.

    Podróż przetrzymała i zdobyła złoty medal! Oczywiście stała się ośrodkiem zainteresowania zagranicznych dziennikarzy, trenerów i sportowców. Każdy chciał się czegoś dowiedzieć o tej nieznanej dotychczas kobiecie. Musieli się jednak zadowolić krótkim wywiadem, bo – jak oświadczyła” „Muszę prędko wracać do domu bo mam tylko trzy dni urlopu...”

  • Ile czasu poświęca pani na trening? - pytali dziennikarze.

  • Dwanaście do szesnastu godzin dziennie – odparła skromnie.

  • Co? - zdumieli się i zgorszeni zaczęli wykrzykiwać:

  • Ładne amatorstwo!Na zachodzie nawet zawodowiec nie mógłby sobie na to pozwolić.

    W drodze na lotnisko zapytali jeszcze, jaki jest jej ulubiony kolor, jakiego piosenkarza najbardziej lubi, jak zapatruje się na badania kosmosu i który dzień w tygodniu uważa za najszczęśliwszy. Ale oto już przystawiono schodki do samolotu i nowo upieczona mistrzyni pożegnała się z Santa Kruci Turci.

  • A teraz serio – zapytano ją w kraju – ile godzin dziennie poświęca pani na trening? - podetknęli je pod nos zagraniczne gazety.

  • Dwanaście do szesnastu godzin dziennie – odparła.

  • Z nas pani balonów robi – rzekli zirytowani. - Mówiła nam pani przecież, że pani pracuje i ma dzieci...

  • No właśnie! Wstaję rano o wpół do szóstej, szykuję śniadanie, robię kanapki. Jedno dziecko biorę na rękę, drugie za rękę i odprowadzam, względnie odnoszę do żłobka i do przedszkola.

    Dwoje starszych chodzi do szkoły. Rzecz jasna przedszkole jest na jednym końcu miasta, a żłobek na drugim. To już tak zawsze. Potem muszę skoczyć na targ, albo odstać swoją kolejkę w sklepie. Główny trening zaczyna się w ramach pracy. Jestem listonoszką, a mój rejon znajduje się w starej dzielnicy, gdzie nie ma wprawdzie wysokich domów – najwyżej trzypiętrowe – ale wszystkie bez wind. I dzień w dzień odbębniam to z torbą nabitą listami. Po godzinach pracy muszę odstać następna kolejkę w jakimś sklepie, a po drodze zgarniam dzieciaki. Potem gotuje, czasem piorę, prasuję, sprzątam itd. Przed dziesiątą wieczór rzadko kiedy usiądę.

    Nagle zaczerwieniła się i rzekła.

  • Och, okłamałam ich. Mój trening trwa przecież szesnaście godzin, nie dwanaście. Nie będzie z tego nieprzyjemności?

  • Hm – pokręcili głowami działacze. - I od razu złoty medal? Chociaż trzeba przyznać to był wyczyn!

  • Wyczyn? - machnęła ręką mistrzyni. - Bez dziecka na ręku, bez torby na plecach, bez siatki z zakupami, to ma być wyczyn? To był nareszcie po wielu latach pierwszy przyjemny spacer!




 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Wstecz