Czekałem właśnie na faceta, który
miał kłaść tapety. Musiałem iść do łazienki, żeby się
ogolić, więc nie zamknąłem drzwi wejściowych. W łazience
puściłem wodę z kranu, ale mimo jej szumu, usłyszałem kroki w
przedpokoju.
-
Wiem, że pan jest włamywaczem
– żartowałem przez drzwi. - Ale mimo to niech się pan
rozgości!
Nie miałem pojęcia, że w tym
przypadku był to rzeczywiście włamywacz, a nie facet od tapet.
-
Rozgoszczę się chętnie –
zażartował włamywacz. - Nigdy jeszcze nikt mnie tak uprzejmie
nie przyjmował!
-
Uprzejmość jest oznaką
dobrego wychowania – żartowałem dalej, goląc się –
Bezpłatny dodatek.
-
Doceniam to – żartował
także włamywacz. Postaram się, by nasze spotkanie wypadło dla
pana jak najtaniej!
-
Mam nadzieję, że mimo
pańskiego zawodu włamywacza, nie zedrze pan ze mnie skóry
– rzuciłem wesoło.
Również włamywacza nie
opuszczał żartobliwy nastrój.
-
Za zdarcie z pana skóry
zarobiłbym dodatkowo dziesięć lat!
W tym czasie już chyba sporo zdążył
zapakować do worka. Ja jednak nic o tym nie wiedziałem.
-
Niech pan uważa, bo drzwi są
otwarte, ktoś może wejść nagle i złapać pana na gorącym
uczynku – kpiłem w dalszym ciągu.
-
Trudno, ryzyko zawodowe –
ironizował włamywacz.
-
Ale chyba postawił pan kogoś
na świecy? - otrzymywałem nadal żartobliwy ton rozmowy.
-
Pracujemy w trudnych czasach,
muszę dawać sobie radę sam – nie pozostawał mi dłużny
włamywacz.
-
Zaraz kończę się golić!
– powiedziałem tym razem serio.
-
Dziękuję za ostrzeżenie! -
rzekł włamywacz żartobliwie.
Słysząc ostatnie odezwanie mego
gościa, wróciłem znów do konwencji krotochwilnej:
-
Ostrzegam pana włamywacza, że
posiadam rewolwer!
-
Z rewolwerem, to już się
kończą żarty!... - oświadczył tamten.
Myślałem oczywiście, że uczynił
to żartobliwie.
Ale on poważnie.
Chwytał pośpiesznie różne
przedmioty, które pozostały jeszcze w pokoju i wyraźnie
zbierał się do wyjścia.
-
Już pan pewno szykuje się do
wyjścia z pełnym workiem? - żartowałem jeszcze w najlepsze.
Jego brak odpowiedzi zaniepokoił
mnie.
Szybko uchyliłem drzwi łazienki.
Zdążyłem tylko spostrzec znikającą
postać.
Kiedy wyjrzałem na klatkę schodową,
już nikogo nie było.
No trzeba przyznać, pożartowaliśmy
sobie trochę z włamywaczem.
Obliczając straty, poważniałem
jednak coraz bardziej.
Telefon.
Dzwonił facet od tapet, że nie mógł
przyjść, bo coś mu wypadło.
-
Niech pan w ogóle nie
przychodzi! - zawołałem w słuchawkę. - Sprawa nieaktualna!
-
Dlaczego? - dopytywał się
ten od tapet.
-
Bo pana głos za bardzo
przypomina głos włamywacza!
-
Mój głos przyp...
-
Nie pana głos właściwie, ale
głos włamywacza przypomina pana glos, w sumie to wszystko jedno –
stwierdziłem i położyłem słuchawkę.